W modelu Patrimony Self-Winding wykorzystano kaliber z automatycznym naciągiem - 2450 Q6. Zbudowany ze 196 komponentów mechanizm pracuje z częstotliwością 4 Hz, zapewnia autonomię chodu rzędu 40 h i topowe wykończenie, o czym przypomina znak Pieczęci Genewskiej. Od początku to właśnie drugi z wymienionych czasomierzy wzbudzał najwięcej emocji i stał się najbardziej komentowanym zegarkiem na stoisku marki z Biel, dlatego również my postanowiliśmy przyjrzeć mu się bliżej. Charakterystyczne detale pokroju ruchomych uszu koperty (pozwalających idealnie dopasować zegarek do nadgarstka), sferycznej kulki imitującej Księżyc, termicznie barwionych na niezwykły błękit tarcz czy platyny, złota i krzemu wykorzystywanych do budowy regulatorów równie niestandardowych mechanizmów zapewniły De Bethune własne DNA. O ile w sprawdzonej i doskonale znanej wszystkim Ecie nic złego nie ma, od manufaktury na poziomie IWC spodziewałbym się jednak własnego mechanizmu. Nikt oczywiście nie twierdzi, że każdy in-house jest lepszy niż 'ogólnodostępne' mechanizmy, ale w zegarku z tej półki i za takie pieniądze manufakturowy werk byłby mile widziany. Niebieskie logo 'Sports' nie było przypadkowe – na każdym zegarku widniała informacja o deklarowanym WR 'water 70 proof', co było wystarczającą wodoszczelnością na wszelkie aktywności sportowe (przypomnijmy, że pierwsze profesjonalne zegarki nurkowe, powstałe nieco ponad dekadę wcześniej, miały wodoszczelność na poziomie 100 metrów). Na pewnym etapie funkcjonowania Vacheron Constatin, Zarząd firmy podjął decyzję o stopniowym ograniczaniu wykorzystania obcych mechanizmów na rzecz własnych. Efekt takiej polityki genewskiego producenta przyszedł między innymi w postaci kalibru 1400 wykonanego w klasycznej koncepcji, który cechowała niewielka grubość dzięki czemu mógł być użyty na potrzeby Patrimony Contemporaine.
Dodatkowo te dedykowane komplikacji wyróżnia czerwone wypełnienie wskazówek - przyjemny akcent kolorystyczny, obecny również na grocie centralnej wskazówki sekundowej. Jej przeciwwagą jest jeszcze jedna w kompozycji gwiazdka. W spotęgowaniu tego wrażenia z pewnością pomoże wypukłe szkło, które w wyjątkowo udany sposób imituje pleksi. Nie posiada też widocznego 'mlecznego ringu', typowego dla szafirowych szkieł o tak wysokim profilu. Na (+)- świetna jakość wykonania i wykończenia- piękna, czytelna tarcza 'kanapka'- manufakturowy, bardzo solidny kaliber- reset-sekunda- 10 dni rezerwy chodu(!)- intuicyjna obsługa- DNA marki répliques de montres Powszechnie uważa się, że szwajcarskiemu zegarmistrzostwu lideruje współcześnie wielka trójka manufaktur: Patek Philippe, Vacheron Constantin i Audemars Piguet. Z tej grupy to właśnie ta z Le Brassus ma najbardziej zróżnicowany charakter, choć wielu pasjonatów czyni jej z tego zarzut. Czarna koperta z karbonu nosi się i wygląda doskonale, granatowe detale tarczy i paska grają z nią idealnie, a do tego dochodzi ultrawygodny rzep i cały ogólny feeling. Doceniam lekkość karbonu i to jak dzięki niej cały zegarek wydaje się zaawansowanym, technologicznym produktem, który de facto winien kosztować znacznie więcej niż w rzeczywistości.
Lupka nad okienkiem daty to swego rodzaju znak rozpoznawczy Aquaracera (choć zapewne jeszcze lepiej kojarzy się z zegarkami innego szwajcarskiego producenta). W odświeżonej wersji jest okrągła i znajduje się na godzinie szóstej. Co ciekawe, jest umocowana na szkle od spodu, dzięki czemu od góry mamy płaską powierzchnię. Rozwiązanie takie zdecydowanie poprawia walory użytkowe, a samo powiększenie ułatwia odczyt cyfry z datownika. Wszystkie jednak, choć każda w nieco innym wymiarze, są dzisiaj uznanymi graczami branży zegarkowej z więcej niż śmiałymi aspiracjami do miana prawdziwych manufaktur. Chopard, jubiler którego kreacje noszą znane osobistości ze świata filmu i kultury, jest dzisiaj na równi twórcą ekskluzywnej biżuterii jak i mechanicznych czasomierzy. Ba...